|
W
dniach 11-12
stycznia 2003 odbyły się pierwsze Warsztaty terapii przez
sztukę.
Naszym gościem była słynna
duńska terapeutka, psycholog kliniczny i artysta malarz, założycielka
Instytutu Artterapii w Danii. Zajęcia w Warszawie i Białymstoku były poświęcone
metodom własnego rozwoju oraz metodom psychoterapii przy wykorzystaniu
sztuki. Vibeke
przedstawiła program
organizowanych przez jej Instytut warsztatów letnich. W Warszawie
spotkanie odbyło się w Sali Kolumnowej Instytutu Orientalistyki UW, a w
Białymstoku w Galerii Arsenał.






Za
pomoc przy realizacji projektu dziękujemy Instytutowi Profilaktyki Społecznej
i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego.
Współorganizatorem
imprezy w Białymstoku był Białostocki
Ośrodek Kultury.
Realizatorką
projektu była: Beata Zarzycka
Zapraszamy do lektury
reportażu, jaki ukazał się po warsztatach z udziałem Vibeke Skov w Białymstoku.
Anna
Danilewicz "Autoportret z
gliny"
Zapomnijcie
teraz o wszystkim, co dotychczas mówiłam. Zróbcie coś, nieważne, co
wam z tego wyjdzie. Nie decydujcie już teraz, na początku, co będziecie
robić. Chcę, żeby to była prezentacje tego, kim jesteście. To
symboliczny, abstrakcyjny obraz was samych - mówi Vibeke Skov do
uczestników warsztatów artterapii. Czy w ciągu 15 minut można stworzyć
z gliny coś, co będzie oddawało jakąś przynajmniej część nas
samych?
Vibeke Skov - duńska psycholog i terapeuta- przyjechała do Białegostoku
na zaproszenie Białostockiego Ośrodka Kultury. Wcześniej prowadziła
warsztaty artterapii w Warszawie. Tutaj spotkanie z nią zorganizowano w
miejscu ściśle ze sztuką związanym - w Galerii "Arsenał”.
Zainteresowanie warsztatami przerosło wszelkie oczekiwania. Uczestniczyło
w nich ponad 50 osób, ale chętnych było dwa razy więcej. W większości
byli to ludzie, którzy wykorzystują artterapię w swojej codziennej
pracy - z dziećmi, z osobami niepełnosprawnymi, upośledzonymi.
- Staram się czerpać ze wszystkich możliwych form doskonalenia samej
siebie, rozwoju wewnętrznego. Chcę korzystać ze wszystkich dziedzin
sztuki i wykorzystać to także w swojej pracy - mówi Bożena Jabłońska,
logopeda, uczestniczka warsztatów.
W szczęśliwe strony
Vibeke Skov od wielu lat prowadzi w Danii i Norwegii warsztaty artterapii.
Pracuje także ze studentami. Jej pracownia jest otwarta przez całą dobę.
Każdy może tu przyjść o dowolnej porze, popracować, posiedzieć,
porozmawiać. Vibeke również sama tworzy - maluje, pracuje ze szkłem i
gliną. Kilkakrotnie podkreślała, że to bardzo ważne, żeby terapeuta
sam aktywnie uczestniczył w procesie tworzenia.
Jej pacjentami bardzo często są osoby, które po prostu nie mogą sobie
poradzić z codziennymi problemami - pracą, szefem, żoną, dziećmi. W
ich świadomości urasta to do takich rozmiarów, że sami nie potrafią
sobie z tym poradzić. Jednak artterapia służy nie tylko prostowaniu
zachwianych osobowości.
- Artterapia polega po prostu na rozwijaniu siebie, pracy nad sobą samym,
przechodzeniu przez różne etapy podświadomości - mówi Vibeke.
Zdaniem terapeutki poprzez sztukę można także rozwijać "szczęśliwą
stronę samego siebie”. Tutaj terapia wkracza w wymiar uniwersalny, gdyż
dążenie do szczęścia odnajdziemy w każdej kulturze.
Wewnętrzny ekshibicjonizm
W swojej pracy Vibeke często organizuje zajęcia polegające na zamianie
ról. Studenci wcielają się w pacjentów, wyjątkowo trudnych, i
terapeutów, którzy mają z nimi pracować. W podobny sposób przebiegały
zajęcia w "Arsenale”. Uczestnicy warsztatów dostali kawałek
gliny, z której w ciągu kwadransa mieli wykonać rzeźbę na swój
temat. Bez zastanowienia stworzyć obraz swego wnętrza, jakiś wyraz własnej
osobowości. Niewiele osób chciało pracować wspólnie przy jednym
stole. W końcu ich zadanie miało charakter wewnętrznego
ekshibicjonizmu. W poszukiwaniu odosobnienia, odrobiny intymności,
rozeszli się po wszystkich kątach galerii. Rozsiedli się na schodach,
parapetach, w innych salach. Każdy chciał być sam ze sobą i swoim kawałkiem
gliny. Niektórzy starali się nadać materiałowi jakieś wymyślne kształty,
z rezerwą traktując polecenie instruktorki. Inni w skupieniu próbowali
"otworzyć się” na glinę i nadać jej kształt odpowiadający
wewnętrznym przeżyciom.
- To ma być prezentacja was samych, tego kim jesteście - przypominała
Vibeke.
Większość osób, pytana o to, co wyrażają ich prace odpowiadała
niepewnie i z zakłopotaniem: "No, chyba mnie. To jestem ja”.
Usta milczą, dusza śpiewa
Ten etap zajęć Vibeke Skov określa jako zakochanie się w samym sobie.
Pacjent musi otworzyć się na własne wnętrze, posłuchać tego, co
"w duszy gra”, co usilnie próbuje się przedostać do jego świadomości.
Jest przy tym zupełnie osamotniony - pozostawiony sam ze sobą. Nie
zawsze można wyznaczyć od razu zadanie tego typu. Często to terapeuta
musi wskazać temat zajęć, na przykład stworzenie obrazu marzeń
sennych, swojego portretu, ilustrację ostatnio przeczytanej książki.
Kolejny krok to nabranie dystansu do tego, co się zrobiło.
- Często następnego dnia, kiedy patrzymy na nasze dzieło mówimy sobie
"O Boże! Czy ja rzeczywiście to zrobiłem?!” - śmieje się
Vibeke.
I dalej już poważnie tłumaczy, że jest to bardzo potrzebne - tu można
postawić pytanie "Dlaczego to zrobiłem? Co to dzieło sztuki ma
wyrażać?” W tym miejscu potrzebna jest separacja, rozdział, niezbędny
do tego, żeby w tę sztukę wniknąć.
Świat i ja
Ponieważ na warsztatach praca miała charakter zespołowy, to również
etap dystansowania się przebiegał w obrębie grupy. Każdy miał na
kartce dokończyć zdanie: "Ja jestem...” - dalszy ciąg wynikał z
tego, co każdy dowiedział się o sobie ze swojej pracy. To była
informacja skierowana do każdego indywidualnie, nikt więcej jej nie
czytał, nie oceniał. Następnie trzeba było postawić swoją pracę w
dowolnym miejscu sali. Stojący wokół ludzie tworzyli okrąg symbolizujący
świat. Miejsce, w którym postawili oni swoją figurkę, określało również
to, jak postrzegają oni siebie w takim układzie. Większość prac
znalazła się w środku okręgu, pojedyncze na obrzeżach "świata”.
- A teraz nowe zasady. Kto chce przesunąć swoją figurkę, właśnie
teraz może to zrobić - trzy osoby zabrały swoje prace w inne miejsce -
Widzicie, dokonanie zmiany nie jest łatwe - podsumowuje Vibeke.
Do takiej pracy należy po pewnym czasie wrócić, popatrzeć na nią
jeszcze raz, sięgnąć do zasobów własnej przeszłości. To część
drogi do samopoznania.
Na morzu burza hula
Vibeke przestrzega uczestników warsztatów przed oceną prac ich pacjentów.
Trzeba sięgnąć do języka symboli i za pośrednictwem tego kodu dotrzeć
do jej istoty, a tym samym sedna problemu. A skoro nie można osądzać i
oceniać, trzeba rozmawiać, zadawać pytania.
- Spójrzcie na tę łódź. Jaka to jest łódź? Czy ona jest pusta, czy
ktoś w niej jest? Czy ona znajduje się na morzu, czy na oceanie? Jak duża
jest przestrzeń wokół niej? Jaka jest pogoda? Z czym wam ta łódź się
kojarzy? - Vibeke zasypuje uczestników
Początkowo uczestniczy warsztatów niezbyt chętnie odpowiadają na
pytania Vibeke. Widać, że rola pacjentów niekoniecznie im odpowiada.
Jednak Vibeke ciągle im przypomina, że tylko dzięki temu, że wczują
się w rolę pacjentów, mogą naprawdę zrozumieć ich sytuację, a tym
samym efektywniej dociekać źródła ich problemów. Interpretacja
symboli przypomina trochę postępowanie detektywistyczne. Tak otwiera się
drogę do wnętrza człowieka, oswaja się go z tym, co tam może spotkać,
dodaje się mu odwagi do przyjęcia tych informacji. Ostatnia faza terapii
to po prostu bycie z samym sobą.
- Pracuję z ludźmi upośledzonymi, dlatego biorę udział w tych
warsztatach. Jest to przydatne w naszej codziennej pracy. Artterapia jest
czasami jedyną szansą na nawiązanie kontaktu z chorą osobą - mówi
Barbara Kundzicz, prowadząca Warsztaty Terapii Zajęciowej w Augustowie.
Koło ratunkowe, czy pasy bezpieczeństwa
Terapeuta, oprócz tego, że ma inicjować różnego rodzaju zadania,
powinien po prostu być przy swoim pacjencie. To ma zapewnić mu poczucie
bezpieczeństwa, stanowić oparcie, pomoc w sytuacji zagrożenia. Jeśli
trzeba, ma razem z nim usiąść na podłodze i coś namalować lub
podpowiedzieć mu temat, którego mogłaby dotyczyć praca. Musi pilnować,
żeby pacjent przeszedł jak najszybciej do tworzenia i nie szukał
ucieczki w rozmowie. Terapeuta nie może pozostawać z boku. Często, żeby
wczuć się w sytuację, problem, z którym przychodzą do niego ludzie,
musi sięgnąć do własnych doświadczeń. Przecież jest tylko człowiekiem.
- Już wcześniej korzystałam z różnych form artterapii. Dzięki tym
zajęciom wiem, że nie idę ślepą uliczką, że to ma sens. |